sobota, 15 listopada 2025

Inna wersja tzw. katastrofy smoleńskiej 2010r. cz.3z4

 

Mamy też zeznania świadków tzn. Rosjan będących na miejscu „katastrofy” w czasie jej zajścia. Rusłan, pracownik tego samego hotelu, w którym zatrzymał się Sławomir Wiśniewski, relacjonuje polskim reporterom: 
„I takie maleńkie, jakby od komety, takie coś. I za sekundę plaśnięcie, coś ciężko upadło. Potem nie było wybuchu, to znaczy ani płomieni, ani nic, tylko takie plaśnięcie. Tylko plaśnięcie takie było.” 
Wyraźnie powiedział ,że nie było ani wybuchu ani płomieni ani huku bo plaśnięcie tego nie oznacza.  Po prostu spadła z wysokości ciężka część samolotu jakby ją ktoś zrzucał. 
W pobliżu miejsca zdarzenia znajdowało się kilka szeregów blaszanych garaży a przy nich grupa mężczyzn. Oto co powiedzieli. 




























„Pierwszy z mężczyzn twierdzi ,że mimo tego, iż był około czterysta metrów od miejsca, w którym miał upaść samolot, nie słyszał zupełnie nic. „Ani chrzęstu, ani huku, ani wybuchu nie było” -twierdzi stanowczo.” Inny mężczyzna „uważa ,że coś słyszał, a nawet że jego zdaniem był to wybuch. Tyle że porównuje jego siłę do...dźwięku pękającej w ogniu butelki.” 
Czyli Rusłan i obaj mężczyźni przy garażach mówią to samo bo plaśnięcie można by porównać do pękającej butelki. 
Mamy też zeznanie rosyjskiego milicjanta, pełniącego służbę przy wrakowisku: 
„O godz.10.30(8.30 czasu polskiego) na lotnisku Siewiernyj próbował wylądować samolot transportowy (z powodu mgły dokładnie nie widziałem modelu i koloru), niniejszy samolot po próbie lądowania zaczął unosić się i skrył się w nieznanym kierunku. Około godz.10.40(8.40-RM) widzialność w okolicy terenu obiektu chronionego gwałtownie pogorszyła się z powodu gęstej mgły. Mniej więcej w tym samym czasie słyszałem dźwięk silników samolotu w bezpośredniej bliskości od pasa startowego, następnie było słychać dźwięk silników samolotu oddalającego się od pasa startowego. Samolotu nie widziałem. Więcej nie słyszałem dźwięków samolotu zbliżającego się i oddalającego.” 
Ciekawe zeznanie, milicjant słyszał dwa samoloty ,które odleciały w tym prawdopodobnie jeden transportowy. Pytanie ,czy one zrzucały części tupolewa na polankę pod osłoną gęstej mgły? W końcu poprzedni opisani świadkowie słyszeli upadek ,plaśniecie czegoś ciężkiego a nie było huku, wybuchu ani płomieni. Mamy następne zeznanie na ten temat. 
Rosyjski samolot transportowy widział tam Aleksander Berezin, który mówi: 
„O siódmej było jeszcze ładnie, a o 10:40 (8:40 polskiego czasu) trzeba było włączyć reflektory...Jadę.  I taki nienaturalny ryk...I on tak plasnął, proszę sobie wyobrazić ,przez drogę 60metrów. A tu żadnego wybuchu ani nic… I o 9:00 ja przyjeżdżam na wieś i twój brat Szuriak mówi, że to polski samolot.   Jaki to polski?! To nasz, transportowy.” 
Zapewne widział samolot transportowy zrzucający większe elementy tupolewa na tzw. miejsce katastrofy we mgle, która osłaniała inscenizację a jednocześnie zmuszała prezydenckiego tupolewa do odejścia na zapasowe lotnisko. 
Według mnie to pasuje do układanki czyli inscenizacji katastrofy. 
Opis części na wrakowisku również pasował, zimne silniki, brak śladów w ziemi upadku z dużą prędkością. Mniejsze części zostały już rozrzucone wcześniej i ukrywały je tzw. białe plamy z raportu prof. Ciszewskiego. Wiemy ,że części na wrakowisku były przesuwane: 
„przesunięcie ogona płatowca z położenia, w którym na zdjęciu satelitarnym był 11 kwietnia na to ,które uwidocznione zostało na kolejnej fotografii 12 kwietnia, oraz usuwanie nawet bardzo dużych elementów, które zaraz po katastrofie na terenie operacji Iła były, ale w dokumentach „pokatastroficznych” ich już nie znajdziemy.” 
Można by powiedzieć jest to dopasowywanie niedokładnie zrzuconych części do reszty rozrzuconych elementów czy usuwanie elementów nie pasujących do tego typu tupolewa co i tak nie zostało dobrze wykonane. 
Swoją wymijającą odpowiedzią potwierdza to inny świadek zdarzenia, pracownik salonu Kia ,były wojskowy, Oleg Starostienkow. 

Nagabywany przez dziennikarki wyznaje w końcu, że on ”nie katastrofę widział ,ale coś innego”. Na pytanie ,co konkretnie widział odpowiada ”służyłem w wojsku”. Autorzy książki sugerują ,że widział operację militarną. Chyba można tak nazwać rozrzucanie części tupolewa czyli inscenizację tzw. katastrofy. 
„Zespół Parlamentarny zgromadził co najmniej 19 relacji naocznych świadków, którzy słyszeli odgłos eksplozji przed upadkiem samolotu… Raport cytuje w sumie 14 relacji. Z tego ponad połowa przywołanych przez Komisję Parlamentarną (KP) świadków(9) stwierdza, że zdarzeniu towarzyszył inny dźwięk niż eksplozja czy wybuch(trzaski, plaśnięcie, huk, coś jakby tratowane, niszczone itp.) Ponadto część świadków sama z siebie zaprzecza(dziwiąc się temu nawet), iż podczas zdarzenia lotniczego miał mieć miejsce wybuch lub eksplozja( mówią: ”Nie było żadnego wybuchu” lub po prostu ”Nie było wybuchu”).” 
Ale są też zeznania tzw. świadków ,Rosjan zupełnie ze sobą sprzeczne co nie powinno mieć miejsca: „Eduard Czernokniżnik, kierownik znajdującego się w pobliżu komisu samochodowego Kia też widział wypadek. - Stałem przy oknie, gdy nagle usłyszałem dziwny świst. Zobaczyłem samolot, który leciał dziwacznie przekrzywiony i w którymś momencie, ścinając wierzchołki drzew, upadł na ziemię. Twierdził, że widział jak ogon samolotu odpadł jeszcze w powietrzu.”
Eduard widział zapewne transport i zrzut ogona tupolewa we mgle, dlatego "leciał" dziwacznie przekrzywiony.  
Natomiast Siergiej Gliczenko, mechanik z warsztatu samochodowego położonego przy polanie, obok lotniska mówił coś innego, patrzył z okna warsztatu jak spada samolot:
 



















„...spadł odwrócony kołami do góry, łamiąc drzewa. Zobaczyłem tylko błysk, jakby płonęło całe pole. Nigdy nie zapomnę tego huku...kiedy już wbił się w ziemię, odpadł mu ogon. Mówią, że się skrzydło złamało. Nic z tych rzeczy! Wcale nie. On dopiero zaczął się rozpadać ,jak już spadł...skrzydło wbiło się w ziemię, ogon oderwał...No a później już pożar.” 
Sprzeczny jest moment oderwania ogona jak i słyszany huk, którego inni świadkowie nie słyszeli.  Teraz najciekawsze: „Mechanik nie widział momentu zderzenia Tu-154m z ziemią”. 
Ktoś tu kłamie ,może na czyjeś polecenie. Skoro nie widział momentu zderzenia z ziemią to nie mógł widzieć co było potem patrząc cały czas z okna, chyba że potem pobiegł na miejsce zdarzenia ale tego nie ma w wypowiedzi. Jest to zmyślona opowieść, dopasowana do ówczesnych informacji. 
Mamy też iż innego rosyjskiego kłamczuszka. To niejaki Nikołaj Łosiew, emerytowany pilot wojskowy, który widział i kokpit tupolewa i aż pięć ciał: 
„Przybył na miejsce katastrofy jeszcze przed milicjantami, więc widział gdzie leżały ciała ofiar tragicznego lotu prezydenckiego Tu-154M. Nikołaj Łosiew...właściciel działki nieopodal lotniska Siewiernyj powiedział, że we wraku kokpitu dostrzegł pięć ciał.” 
Oczywiście kokpitu ani pięciu ciał w nim nikt więcej nie widział bo go nie znaleziono a pilot wojskowy nie mógł się pomylić więc wniosek jest jeden. Łosiewa nie było na miejscu tzw. katastrofy ,inaczej nie opowiadałby takich bredni. Następna wymyślona opowieść, może również na zlecenie ale oczywiście spartolona jak cała inscenizacja. 
Autorzy książki tak podsumowują relacje świadków: 
„1. Nie było żadnego wybuchu. 
2. Jakiś samolot (jego atrapa zrzucona z wojskowego samolotu transportowego?) miękko „plasnął” o ziemię na stumetrowym, bezdrzewnym pasie pomiędzy ulicą Kutuzowa a lasem okalającym lotnisko Siewiernyj. 
3. W chwili określonej jako „moment katastrofy” świadkowie widzieli w powietrzu najprawdopodobniej rosyjski samolot wojskowy. 
Poza tym: 4. Żaden ze świadków nie wspomina nawet, żeby widział polskiego TU-154M. O tym, że był to polski samolot dowiedzieli się dopiero później-z mediów. A niektórzy przecież mówią wręcz, że owszem widzieli ,ale...rosyjski samolot wojskowy. I miękki upadek obiektu, któremu nie towarzyszył żaden wybuch.” 
Temat łączności Polski z załogą prezydenckiego tupolewa….której nie było! 
„W pseudoraporcie Millera jest napisane czarno na białym, że mimo otrzymania na Okęciu (jeszcze przed startem tupolewa) od załogi jaka-40 (z delegacją dziennikarzy) informacji o fatalnej pogodzie na smoleńskim północnym lotnisku, nie przekazano tej wiadomości załodze. Nie dodzwoniono się do załogi tupolewa także podczas lotu. Nie działała radiostacja alarmowa.” 
Wiedza o losach delegacji urywa się na granicy polsko-białoruskiej. R.Lubas w tekście „O raporcie MAK-słowo odrębne” pisał: 
„02.05.2010r wystąpiono o dane związane z faktyczną trasą przelotu TU-154M od chwili przekroczenia granicy RP do momentu rozpoczęcia podejścia do lądowania na lotnisku Smoleńsk Północny oraz o informacje zawarte w depeszach AFTN dotyczących lotów Tu154M do Smoleńska w dniach 7 i 10 kwietnia 2010r...Tych danych MAK stronie polskiej nie przekazał. 14.05.2010r wystąpiono o informacje z książki meldunkowej NDB bliższej i NDB dalszej oraz o tzw. zrzut zapisów radarowych trasy przelotu Tu154M od momentu wlotu do FIR Mińsk do chwili katastrofy. Tych danych i dokumentów stronie polskiej nie udostępniono.” 
„Znikają satelitarne zdjęcia, które miały być przekazane Polsce przez USA”. 
Mnie to nie dziwi bo wierzę w zamach na prezydenta i na miejscu sprawców kazałbym swojej agenturze w Polsce zrobić wszystko aby utrudniać zarówno przelot samolotu prezydenckiego jak i późniejsze śledztwo ,odciąć łączność z ofiarą, którą miałbym skierować na inne lotnisko a miała w tym pomóc mgła. Oczywiście nie udostępnił bym też żadnych zapisów radarowych na swoim terenie i jak widzimy ,tak właśnie się stało. 
Teraz tajemnicza mgła na Siewiernym. Stwórzmy sztuczną mgłę: 
Ruski film z tamtego okresu tzw. katastrofy smoleńskiej 2010r. A co mówili świadkowie o gęstej mgle na lotnisku? 
Jacek Sasin - „Ja takiej mgły chyba w życiu nie widziałem, tak gęstej, jak tam było. Ale ona była tylko na lotnisku.” 
Nauczycielka w artykule „Naszego Dziennika” z XII2010r stwierdziła, że „..10.04.2010r już o 7:00 rano była w pracy. Była wtedy słoneczna pogoda, nie było żadnej mgły. Pojawiła się dopiero po godzinie,...mgła w pewnym momencie zaczęła gwałtownie gęstnieć, jakby wychodziła z ziemi. Kładła się gęstymi płatami wyraźnie od strony jaru, który od szosy dzieli odległość około jednego kilometra...mgła wypełzła z jaru i przemieściła się w kierunku szosy w stronę lotniska Siewiernyj.” „Tego poranka właśnie znad tego jaru-zbaczając nieco z kursu z uwagi na błędny sygnał BRL – nadlatywały wszystkie samoloty. Pęd ciągniętego za nimi powietrza niósł ze sobą mgłę wzdłuż osi   pasa w kierunku progu lotniska.” 
Jerzy Bahr mówi: „Tumany chmur szły od lewej strony do prawej. Było ich coraz więcej, narastały w błyskawicznym tempie.” 
Dowódca Jaka-40/044 Artur Wosztyl mówi: „Było tak ,że ta warstwa mgły przyszła, ograniczyła widoczność do 400metrów, ale nie odpłynęło to. Na to napłynęła nowa warstwa, tak jakby spotęgowała ten efekt i dodatkowo się jeszcze zmniejszyła widzialność do około 200metrów. Skwitowaliśmy to w ten sposób, że teraz to już w ogóle nic nie widać. Najlepiej jakby w ogóle nie podchodzili, bo to nie ma sensu w sumie. Bo z tego się i tak nie da wylądować i tak. No i Remek Muś poszedł do samolotu podać przez radio „Arek teraz widać 200”. Przy tych warunkach oni wiedzieli, że się nie da wylądować. Nie znam pilota, który wykonałby coś takiego.” 
Remigiusz Muś mówił : „...z głośników naszej radiostacji usłyszeliśmy załogę naszego tupolewa zbliżającego się do rejonu lotniska. Pamiętam, że załoga prowadziła korespondencję z wieżą kontrolną, która kierowała ich, aby znaleźli się na kursie odwrotnym do lądowania w celu wykonania zejścia do lądowania.(Z zeznań Musia wynika zatem, że była to godzina około 8:15 co potwierdza zeznanie Plusnina o przejściu ASKIL około 8:10).” 
I najprawdopodobniej prezydencki tupolew odleciał na inne lotnisko. 
Marek Pyza pisze o milicjantach będących w pobliżu lotniska: „Wszyscy milicjanci zeznają też, że nie widzieli natomiast tupolewa w powietrzu, mimo że znajdowali się bardzo blisko miejsca zdarzenia, nawet kilkadziesiąt metrów od pasa startowego.” 
Wcześniej pisałem, że świadkowie nie słyszeli też wybuchu tylko plaśnięcie. 
Dmitrij Tutkuszbajew, ratownik mówi: „...w dniu tragedii o 9:00 rano pogoda była przepiękna, a już o 10.00 (8:00 czasu polskiego) lotnisko przykryła mgła, w ciągu pół godziny po katastrofie całkiem się rozeszła.” 
Widzieliście na filmie jak ruska maszyna robi sztuczną mgłę, która wg zeznań światków wydobywała się z pobliskiego jaru i była tylko nad terenem i okolicami lotniska. Jak to połączyć? Zamaskowaną rurą pociągniętą dnem jaru i mamy efekty z zeznań świadków. Na poniższym zdjęciu dobrze widać idealne położenie jaru(żółta linia) względem lotniska dla takiego rozwiązania:



























Jeszcze temat słynnej ,podobno złamanej przez skrzydło tupolewa brzozy. 
„13 kwietnia 2010r fotografię słynnej brzozy Bodina...pozwolono wykonać pielgrzymowi dr. Janowi Gruszyńskiemu. Wyglądała ona tak:














Natomiast zdjęcie tej samej brzozy na potrzeby raportów MAK i KBWLLP wygląda tak:


















Jakie można wyciągnąć wnioski? 
„Dla potrzeb stworzenia dokumentacji „katastrofy smoleńskiej”, po 13 kwietnia 2010r w brzozę Bodina wbito przemawiające do wyobraźni elementy, mające „robić” za fragmenty rozbitego tupolewa.” 
Jest też wersja ,że wydłubano te elementy przed 13IV ale: 
 „po analizie składu tych nieco pordzewiałych kawałków metalu udało się ustalić, że są pomiędzy nimi metale o składzie chemicznym nieznanym tupolewom ale może być to przecież legendowanie wersji zamachowej.” 
Pordzewiałe kawałki mogą oznaczać ,że zostały one wbite w brzozę przed dniem zamachu w ramach przygotowywania inscenizacji. Jak wyżej pisałem ,na wszystko nie byłoby czasu w dniu zamachu. Zapewne użyto części podrdzewiałych z innego wraku samolotu. Obie wersje świadczą o przeprowadzonej na Sewiernym inscenizacji katastrofy. 
Ale na temat tej brzozy są jeszcze inne badania prof. Chrisa Ciszewskiego również wykluczające ją z udziału w tzw. katastrofie z zupełnie innego powodu i jednocześnie potwierdzające inscenizację katastrofy: 
„Poprawione pomiary nie zmieniły głównej konkluzji wcześniejszych badań autora mówiących o tym, że drzewo musiało zostać złamane przed 10 kwietnia 2010r. Ten wniosek wynika z tego, że złamana brzoza to brzoza srebrna (betula pendula), z typowym dla tego gatunku obfitym wydzielaniem dużej ilości soków z jakiegokolwiek uszkodzenia miazgi drzewa. Była w miejscu złamania 10,11,12,13 kwietnia 2010r. i później kompletnie sucha. Nie stwierdzono żadnych śladów wypływu soków, co jest możliwe w przypadku tego gatunku jedynie wtedy, jeśli drzewo zostało złamane poza okresem wegetacyjnym. Nie jest to natomiast możliwe wiosną , kiedy brzoza stanowiąca przedmiot badań była w pełnym rozkwicie (a miejscowa ludność zbierała właśnie sok brzozy z różnych okolicznych brzóz) i w czasie, kiedy inne uszkodzone drzewa w okolicach Smoleńska w sposób widoczny wydzielały soki, co można łatwo zauważyć na fotografiach z terenu...Proste badanie fotografii w wysokiej rozdzielczości przedstawiającej przełamanie drzewa, obok pewnych informacji, jak ta ,że sezon wegetacyjne rozpoczął się w 2010r przed 10.04.2010r, dowodzi, że drzewo nie mogło zostać złamane 10.04.2010r” 
To są wnioski na podstawie badań , nie wymysłów czy domysłów. 
Poza tym następne obserwacje tzw. miejsca katastrofy: 
„Kupka śmieci widoczna na wszystkich zdjęciach satelitarnych z 5,11,12 kwietnia , nie pozostałaby nieporuszona, piętrząc się w tym samym miejscu, jeśli samolot odrzutowy Tu-154M przeleciałby nad nią na wysokości 5m, szczególnie, jeśli miał lecieć z przyspieszeniem identycznym, jak przy procedurze startu, po komendzie „odchodzimy”.” 
Na podstawie powyższego dalsze badania i brzozy jak i skrzydła tupolewa pod względem katastrofy nie mają sensu. Skoro znaleziono w brzozie wbite elementy jakiegoś samolotu to musiały zostać tam umieszczone specjalnie w wiadomym celu, inscenizacji katastrofy. A co zrobiła partia rządząca herr Donalda Tuska w sprawie tych badań? 
„Zamiast je wykorzystać, wszczęto skoordynowaną akcję przeciwko tezom badawczym i ich autorowi, w ramach której usiłowano nawet sfabrykować rzekome brudy z przeszłości autora, niezwiązane ze sprawą, a pochodzące sprzed ponad 30lat, i – na dodatek – fałszywe.” 
Tak postępują jedynie zdrajcy czy wspólnicy zbrodni. Podsumowano takie działania również w książce: 
„Oficjalne źródła współpracują w ukrywaniu przed opinią publiczną prawdziwych faktów, dotyczących katastrofy smoleńskiej, co może prowadzić do dalszego wniosku, że mogły one albo odgrywać w tej katastrofie rolę bezpośrednią lub mogły kolaborować w doprowadzeniu do niej, lub chronić tych, którzy się tego dopuścili".
                                 
A co się stało z naszą Delegacją skoro nie było katastrofy na Siewiernym? 
Jerzy Bahr mówi: ”Z polskiej strony była pod tym względem nieufność, tzn nie wierzono w dobrą wolę gospodarzy. Uważano ,że Rosjanie chcą wymusić lądowanie gdzie indziej. I to jednoznacznie było powiedziane: Rosjanie będą robić wszystko, żebyśmy tam „nie siedli”.” 
Zgadzam się z Jerzym Bahrem, Rosjanie musieli zrobić wszystko aby tupolew prezydenta nie wylądował w Siewiernym, bo tam już była zorganizowana inscenizacja, taki był plan Putina. A co jeszcze było w planie? Tutaj może pomóc cytat Marka Pasionka (wiceprokurator generalny):       
„Prokuratorzy ustalili, że na kilka minut przed katastrofą w wieży kontrolnej w Smoleńsku doszło do awarii radiolokacyjnego systemu lądowania. Na monitorach, przed którymi siedzieli kontrolerzy, zanikał punkt oznaczający pozycję samolotu.” 
W takim razie ,skoro tupolew nie rozbił się na polance na Siewiernym to gdzie się podział? Teraz przedstawię zdjęcia z opisami opracowane przez blogera 3zet w kwietniu 2015r. Zdjęcia te pochodzą z akt NPW i bloger bada kąty padania promieni słonecznych, naświetlenie różnych powierzchni, cienie w celu wyznaczenia kierunku lotu samolotu.








































































































































































































































































Jak widzicie, po komendzie „odchodzimy” ,tupolew poleciał na lotnisko w Witebsku podczas gdy na Siewiernym odgrywano przedstawienie z kilkukrotnym podchodzeniem do lądowania ,sztuczną mgłą i katastrofą. Potrzebny był czas zamachowcom na przywóz zwłok więc opóźniano wszystko co było można a szczególnie odnajdywanie i identyfikację ciał, które najpierw trzeba było odpowiednio przygotować. Plan jak z dobrego horroru ale po Putinie, oficerze KGB wszystkiego można się spodziewać tym bardziej ,że już brał udział w podobnej rzezi ale na Rosjanach w 1999r i wysadzeniu kilku bloków ze śpiącymi rodzinami. Zginęło wtedy prawie 300 osób a dzięki tej tragedii Putin został potem prezydentem. 
Jest o tamtych zamachach książka człowieka ,którego Putin zamordował, właśnie za ujawnienie prawdy, Litwinienki pt. „Wysadzić Rosję”. 
Również nie zwrócenie nam wraku tupolewa przez tyle lat bo Rosja prowadzi cały czas śledztwo ,chociaż winnych Rosjanie wskazali już pierwszego dnia, świadczy wg mnie o jednym ,o zacieraniu śladów. Czego? Przecież nie zaciera się śladów katastrofy ale inscenizacji czy zamachu już trzeba i tak zapewne jest.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz