Mamy też zeznania świadków tzn. Rosjan będących na miejscu „katastrofy” w czasie jej zajścia. Rusłan, pracownik tego samego hotelu, w którym zatrzymał się Sławomir Wiśniewski, relacjonuje polskim reporterom:
„I takie maleńkie, jakby od komety, takie coś. I za sekundę plaśnięcie,
coś ciężko upadło. Potem nie było wybuchu, to znaczy ani płomieni, ani
nic, tylko takie plaśnięcie. Tylko plaśnięcie takie było.”
Wyraźnie powiedział ,że nie było ani wybuchu ani płomieni ani huku
bo plaśnięcie tego nie oznacza. Po prostu spadła z wysokości ciężka
część samolotu jakby ją ktoś zrzucał.
W pobliżu miejsca zdarzenia znajdowało się kilka szeregów blaszanych
garaży a przy nich grupa mężczyzn. Oto co powiedzieli.
„Pierwszy z mężczyzn twierdzi ,że mimo tego, iż był około czterysta
metrów od miejsca, w którym miał upaść samolot, nie słyszał zupełnie nic.
„Ani chrzęstu, ani huku, ani wybuchu nie było” -twierdzi stanowczo.”
Inny mężczyzna „uważa ,że coś słyszał, a nawet że jego zdaniem był to
wybuch. Tyle że porównuje jego siłę do...dźwięku pękającej w ogniu butelki.”
Czyli Rusłan i obaj mężczyźni przy garażach mówią to samo bo plaśnięcie
można by porównać do pękającej butelki.
Mamy też zeznanie rosyjskiego milicjanta, pełniącego służbę przy
wrakowisku:
„O godz.10.30(8.30 czasu polskiego) na lotnisku Siewiernyj
próbował wylądować samolot transportowy (z powodu mgły dokładnie nie
widziałem modelu i koloru), niniejszy samolot po próbie lądowania zaczął
unosić się i skrył się w nieznanym kierunku. Około godz.10.40(8.40-RM)
widzialność w okolicy terenu obiektu chronionego gwałtownie pogorszyła
się z powodu gęstej mgły. Mniej więcej w tym samym czasie słyszałem
dźwięk silników samolotu w bezpośredniej bliskości od pasa startowego,
następnie było słychać dźwięk silników samolotu oddalającego się od pasa
startowego. Samolotu nie widziałem. Więcej nie słyszałem dźwięków
samolotu zbliżającego się i oddalającego.”
Ciekawe zeznanie, milicjant słyszał dwa samoloty ,które odleciały w tym
prawdopodobnie jeden transportowy. Pytanie ,czy one zrzucały części
tupolewa na polankę pod osłoną gęstej mgły? W końcu poprzedni opisani
świadkowie słyszeli upadek ,plaśniecie czegoś ciężkiego a nie było huku,
wybuchu ani płomieni. Mamy następne zeznanie na ten temat.
Rosyjski samolot transportowy widział tam Aleksander Berezin, który mówi:
„O siódmej było jeszcze ładnie, a o 10:40 (8:40 polskiego czasu) trzeba było
włączyć reflektory...Jadę. I taki nienaturalny ryk...I on tak plasnął, proszę
sobie wyobrazić ,przez drogę 60metrów. A tu żadnego wybuchu ani nic…
I o 9:00 ja przyjeżdżam na wieś i twój brat Szuriak mówi, że to polski samolot. Jaki to polski?! To nasz, transportowy.”
Zapewne widział samolot transportowy zrzucający większe elementy tupolewa
na tzw. miejsce katastrofy we mgle, która osłaniała inscenizację a jednocześnie
zmuszała prezydenckiego tupolewa do odejścia na zapasowe lotnisko.
Według mnie to pasuje do układanki czyli inscenizacji katastrofy.
Opis części na wrakowisku również pasował, zimne silniki, brak śladów
w ziemi upadku z dużą prędkością. Mniejsze części zostały już rozrzucone
wcześniej i ukrywały je tzw. białe plamy z raportu prof. Ciszewskiego.
Wiemy ,że części na wrakowisku były przesuwane:
„przesunięcie ogona
płatowca z położenia, w którym na zdjęciu satelitarnym był 11 kwietnia
na to ,które uwidocznione zostało na kolejnej fotografii 12 kwietnia, oraz
usuwanie nawet bardzo dużych elementów, które zaraz po katastrofie na
terenie operacji Iła były, ale w dokumentach „pokatastroficznych” ich
już nie znajdziemy.”
Można by powiedzieć jest to dopasowywanie niedokładnie zrzuconych
części do reszty rozrzuconych elementów czy usuwanie elementów nie
pasujących do tego typu tupolewa co i tak nie zostało dobrze wykonane.
Swoją wymijającą odpowiedzią potwierdza to inny świadek zdarzenia,
pracownik salonu Kia ,były wojskowy, Oleg Starostienkow.
Nagabywany
przez dziennikarki wyznaje w końcu, że on ”nie katastrofę widział ,ale
coś innego”. Na pytanie ,co konkretnie widział odpowiada ”służyłem w
wojsku”. Autorzy książki sugerują ,że widział operację militarną. Chyba
można tak nazwać rozrzucanie części tupolewa czyli inscenizację tzw.
katastrofy.
„Zespół Parlamentarny zgromadził co najmniej 19 relacji naocznych
świadków, którzy słyszeli odgłos eksplozji przed upadkiem samolotu…
Raport cytuje w sumie 14 relacji. Z tego ponad połowa przywołanych
przez Komisję Parlamentarną (KP) świadków(9) stwierdza, że zdarzeniu
towarzyszył inny dźwięk niż eksplozja czy wybuch(trzaski, plaśnięcie,
huk, coś jakby tratowane, niszczone itp.) Ponadto część świadków sama
z siebie zaprzecza(dziwiąc się temu nawet), iż podczas zdarzenia lotniczego
miał mieć miejsce wybuch lub eksplozja( mówią: ”Nie było żadnego
wybuchu” lub po prostu ”Nie było wybuchu”).”
Ale są też zeznania tzw. świadków ,Rosjan zupełnie ze sobą sprzeczne co
nie powinno mieć miejsca:
„Eduard Czernokniżnik, kierownik znajdującego się w pobliżu komisu
samochodowego Kia też widział wypadek. - Stałem przy oknie, gdy nagle
usłyszałem dziwny świst. Zobaczyłem samolot, który leciał dziwacznie
przekrzywiony i w którymś momencie, ścinając wierzchołki drzew, upadł
na ziemię. Twierdził, że widział jak ogon samolotu odpadł jeszcze w
powietrzu.”
Eduard widział zapewne transport i zrzut ogona tupolewa we mgle, dlatego "leciał" dziwacznie przekrzywiony.
Natomiast Siergiej Gliczenko, mechanik z warsztatu samochodowego
położonego przy polanie, obok lotniska mówił coś innego, patrzył z
okna warsztatu jak spada samolot:
„...spadł odwrócony kołami do góry, łamiąc drzewa. Zobaczyłem tylko błysk,
jakby płonęło całe pole. Nigdy nie zapomnę tego huku...kiedy już wbił się
w ziemię, odpadł mu ogon. Mówią, że się skrzydło złamało. Nic z tych rzeczy!
Wcale nie. On dopiero zaczął się rozpadać ,jak już spadł...skrzydło wbiło się
w ziemię, ogon oderwał...No a później już pożar.”
Sprzeczny jest moment oderwania ogona jak i słyszany huk, którego inni
świadkowie nie słyszeli. Teraz najciekawsze:
„Mechanik nie widział momentu zderzenia Tu-154m z ziemią”.
Ktoś tu kłamie ,może na czyjeś polecenie. Skoro nie widział momentu
zderzenia z ziemią to nie mógł widzieć co było potem patrząc cały czas z okna,
chyba że potem pobiegł na miejsce zdarzenia ale tego nie ma w wypowiedzi.
Jest to zmyślona opowieść, dopasowana do ówczesnych informacji.
Mamy też iż innego rosyjskiego kłamczuszka. To niejaki Nikołaj Łosiew,
emerytowany pilot wojskowy, który widział i kokpit tupolewa i aż pięć ciał:
„Przybył na miejsce katastrofy jeszcze przed milicjantami, więc widział
gdzie leżały ciała ofiar tragicznego lotu prezydenckiego Tu-154M.
Nikołaj Łosiew...właściciel działki nieopodal lotniska Siewiernyj powiedział,
że we wraku kokpitu dostrzegł pięć ciał.”
Oczywiście kokpitu ani pięciu ciał w nim nikt więcej nie widział bo go nie
znaleziono a pilot wojskowy nie mógł się pomylić więc wniosek jest jeden.
Łosiewa nie było na miejscu tzw. katastrofy ,inaczej nie opowiadałby takich
bredni. Następna wymyślona opowieść, może również na zlecenie ale
oczywiście spartolona jak cała inscenizacja.
Autorzy książki tak podsumowują relacje świadków:
„1. Nie było żadnego wybuchu.
2. Jakiś samolot (jego atrapa zrzucona z wojskowego samolotu
transportowego?) miękko „plasnął” o ziemię na stumetrowym, bezdrzewnym
pasie pomiędzy ulicą Kutuzowa a lasem okalającym lotnisko Siewiernyj.
3. W chwili określonej jako „moment katastrofy” świadkowie widzieli w
powietrzu najprawdopodobniej rosyjski samolot wojskowy.
Poza tym: 4. Żaden ze świadków nie wspomina nawet, żeby widział
polskiego TU-154M. O tym, że był to polski samolot dowiedzieli się
dopiero później-z mediów. A niektórzy przecież mówią wręcz, że owszem
widzieli ,ale...rosyjski samolot wojskowy. I miękki upadek obiektu,
któremu nie towarzyszył żaden wybuch.”
Temat łączności Polski z załogą prezydenckiego tupolewa….której nie było!
„W pseudoraporcie Millera jest napisane czarno na białym, że mimo
otrzymania na Okęciu (jeszcze przed startem tupolewa) od załogi jaka-40
(z delegacją dziennikarzy) informacji o fatalnej pogodzie na smoleńskim
północnym lotnisku, nie przekazano tej wiadomości załodze. Nie dodzwoniono
się do załogi tupolewa także podczas lotu. Nie działała radiostacja alarmowa.”
Wiedza o losach delegacji urywa się na granicy polsko-białoruskiej.
R.Lubas w tekście „O raporcie MAK-słowo odrębne” pisał:
„02.05.2010r wystąpiono o dane związane z faktyczną trasą przelotu TU-154M
od chwili przekroczenia granicy RP do momentu rozpoczęcia podejścia do
lądowania na lotnisku Smoleńsk Północny oraz o informacje zawarte w
depeszach AFTN dotyczących lotów Tu154M do Smoleńska w dniach 7 i 10
kwietnia 2010r...Tych danych MAK stronie polskiej nie przekazał. 14.05.2010r
wystąpiono o informacje z książki meldunkowej NDB bliższej i NDB dalszej
oraz o tzw. zrzut zapisów radarowych trasy przelotu Tu154M od momentu
wlotu do FIR Mińsk do chwili katastrofy. Tych danych i dokumentów stronie
polskiej nie udostępniono.”
„Znikają satelitarne zdjęcia, które miały być przekazane Polsce przez USA”.
Mnie to nie dziwi bo wierzę w zamach na prezydenta i na miejscu sprawców
kazałbym swojej agenturze w Polsce zrobić wszystko aby utrudniać zarówno
przelot samolotu prezydenckiego jak i późniejsze śledztwo ,odciąć łączność
z ofiarą, którą miałbym skierować na inne lotnisko a miała w tym pomóc
mgła. Oczywiście nie udostępnił bym też żadnych zapisów radarowych
na swoim terenie i jak widzimy ,tak właśnie się stało.
Teraz tajemnicza mgła na Siewiernym. Stwórzmy sztuczną mgłę:
Ruski film z tamtego okresu tzw. katastrofy smoleńskiej 2010r. A co mówili
świadkowie o gęstej mgle na lotnisku?
Jacek Sasin - „Ja takiej mgły chyba w życiu nie widziałem, tak gęstej, jak
tam było. Ale ona była tylko na lotnisku.”
Nauczycielka w artykule „Naszego Dziennika” z XII2010r stwierdziła, że
„..10.04.2010r już o 7:00 rano była w pracy. Była wtedy słoneczna pogoda,
nie było żadnej mgły. Pojawiła się dopiero po godzinie,...mgła w pewnym
momencie zaczęła gwałtownie gęstnieć, jakby wychodziła z ziemi. Kładła
się gęstymi płatami wyraźnie od strony jaru, który od szosy dzieli odległość
około jednego kilometra...mgła wypełzła z jaru i przemieściła się w kierunku
szosy w stronę lotniska Siewiernyj.”
„Tego poranka właśnie znad tego jaru-zbaczając nieco z kursu z uwagi na
błędny sygnał BRL – nadlatywały wszystkie samoloty. Pęd ciągniętego za
nimi powietrza niósł ze sobą mgłę wzdłuż osi pasa w kierunku progu lotniska.”
Jerzy Bahr mówi: „Tumany chmur szły od lewej strony do prawej. Było ich
coraz więcej, narastały w błyskawicznym tempie.”
Dowódca Jaka-40/044 Artur Wosztyl mówi: „Było tak ,że ta warstwa mgły
przyszła, ograniczyła widoczność do 400metrów, ale nie odpłynęło to. Na to
napłynęła nowa warstwa, tak jakby spotęgowała ten efekt i dodatkowo się
jeszcze zmniejszyła widzialność do około 200metrów. Skwitowaliśmy to w
ten sposób, że teraz to już w ogóle nic nie widać. Najlepiej jakby w ogóle
nie podchodzili, bo to nie ma sensu w sumie. Bo z tego się i tak nie da
wylądować i tak. No i Remek Muś poszedł do samolotu podać przez radio
„Arek teraz widać 200”. Przy tych warunkach oni wiedzieli, że się nie da
wylądować. Nie znam pilota, który wykonałby coś takiego.”
Remigiusz Muś mówił :
„...z głośników naszej radiostacji usłyszeliśmy załogę naszego tupolewa
zbliżającego się do rejonu lotniska. Pamiętam, że załoga prowadziła
korespondencję z wieżą kontrolną, która kierowała ich, aby znaleźli
się na kursie odwrotnym do lądowania w celu wykonania zejścia do
lądowania.(Z zeznań Musia wynika zatem, że była to godzina około 8:15
co potwierdza zeznanie Plusnina o przejściu ASKIL około 8:10).”
I najprawdopodobniej prezydencki tupolew odleciał na inne lotnisko.
Marek Pyza pisze o milicjantach będących w pobliżu lotniska:
„Wszyscy milicjanci zeznają też, że nie widzieli natomiast tupolewa w
powietrzu, mimo że znajdowali się bardzo blisko miejsca zdarzenia,
nawet kilkadziesiąt metrów od pasa startowego.”
Wcześniej pisałem, że świadkowie nie słyszeli też wybuchu tylko plaśnięcie.
Dmitrij Tutkuszbajew, ratownik mówi:
„...w dniu tragedii o 9:00 rano pogoda była przepiękna, a już o 10.00
(8:00 czasu polskiego) lotnisko przykryła mgła, w ciągu pół godziny po
katastrofie całkiem się rozeszła.”
Widzieliście na filmie jak ruska maszyna robi sztuczną mgłę, która wg
zeznań światków wydobywała się z pobliskiego jaru i była tylko nad terenem
i okolicami lotniska. Jak to połączyć? Zamaskowaną rurą pociągniętą dnem
jaru i mamy efekty z zeznań świadków. Na poniższym zdjęciu dobrze widać
idealne położenie jaru(żółta linia) względem lotniska dla takiego rozwiązania:
Jeszcze temat słynnej ,podobno złamanej przez skrzydło tupolewa brzozy.
„13 kwietnia 2010r fotografię słynnej brzozy Bodina...pozwolono wykonać
pielgrzymowi dr. Janowi Gruszyńskiemu. Wyglądała ona tak:
Natomiast zdjęcie tej samej brzozy na potrzeby raportów MAK i KBWLLP
wygląda tak:
„Dla potrzeb stworzenia dokumentacji „katastrofy smoleńskiej”, po
13 kwietnia 2010r w brzozę Bodina wbito przemawiające do wyobraźni
elementy, mające „robić” za fragmenty rozbitego tupolewa.”
Jest też wersja ,że wydłubano te elementy przed 13IV ale:
„po analizie składu tych nieco pordzewiałych kawałków metalu udało się
ustalić, że są pomiędzy nimi metale o składzie chemicznym nieznanym
tupolewom ale może być to przecież legendowanie wersji zamachowej.”
Pordzewiałe kawałki mogą oznaczać ,że zostały one wbite w brzozę
przed dniem zamachu w ramach przygotowywania inscenizacji. Jak
wyżej pisałem ,na wszystko nie byłoby czasu w dniu zamachu. Zapewne
użyto części podrdzewiałych z innego wraku samolotu. Obie wersje
świadczą o przeprowadzonej na Sewiernym inscenizacji katastrofy.
Ale na temat tej brzozy są jeszcze inne badania prof. Chrisa Ciszewskiego
również wykluczające ją z udziału w tzw. katastrofie z zupełnie innego
powodu i jednocześnie potwierdzające inscenizację katastrofy:
„Poprawione pomiary nie zmieniły głównej konkluzji wcześniejszych badań
autora mówiących o tym, że drzewo musiało zostać złamane przed 10 kwietnia
2010r. Ten wniosek wynika z tego, że złamana brzoza to brzoza srebrna
(betula pendula), z typowym dla tego gatunku obfitym wydzielaniem dużej
ilości soków z jakiegokolwiek uszkodzenia miazgi drzewa. Była w miejscu
złamania 10,11,12,13 kwietnia 2010r. i później kompletnie sucha. Nie
stwierdzono żadnych śladów wypływu soków, co jest możliwe w przypadku
tego gatunku jedynie wtedy, jeśli drzewo zostało złamane poza okresem
wegetacyjnym. Nie jest to natomiast możliwe wiosną , kiedy brzoza stanowiąca
przedmiot badań była w pełnym rozkwicie (a miejscowa ludność zbierała
właśnie sok brzozy z różnych okolicznych brzóz) i w czasie, kiedy inne
uszkodzone drzewa w okolicach Smoleńska w sposób widoczny wydzielały
soki, co można łatwo zauważyć na fotografiach z terenu...Proste badanie
fotografii w wysokiej rozdzielczości przedstawiającej przełamanie drzewa,
obok pewnych informacji, jak ta ,że sezon wegetacyjne rozpoczął się w 2010r
przed 10.04.2010r, dowodzi, że drzewo nie mogło zostać złamane 10.04.2010r”
To są wnioski na podstawie badań , nie wymysłów czy domysłów.
Poza tym następne obserwacje tzw. miejsca katastrofy:
„Kupka śmieci widoczna na wszystkich zdjęciach satelitarnych z 5,11,12
kwietnia , nie pozostałaby nieporuszona, piętrząc się w tym samym miejscu,
jeśli samolot odrzutowy Tu-154M przeleciałby nad nią na wysokości 5m,
szczególnie, jeśli miał lecieć z przyspieszeniem identycznym, jak przy
procedurze startu, po komendzie „odchodzimy”.”
Na podstawie powyższego dalsze badania i brzozy jak i skrzydła tupolewa
pod względem katastrofy nie mają sensu. Skoro znaleziono w brzozie wbite
elementy jakiegoś samolotu to musiały zostać tam umieszczone specjalnie
w wiadomym celu, inscenizacji katastrofy. A co zrobiła partia rządząca
herr Donalda Tuska w sprawie tych badań?
„Zamiast je wykorzystać, wszczęto skoordynowaną akcję przeciwko tezom
badawczym i ich autorowi, w ramach której usiłowano nawet sfabrykować
rzekome brudy z przeszłości autora, niezwiązane ze sprawą, a pochodzące
sprzed ponad 30lat, i – na dodatek – fałszywe.”
Tak postępują jedynie zdrajcy czy wspólnicy zbrodni. Podsumowano takie
działania również w książce:
„Oficjalne źródła współpracują w ukrywaniu przed opinią publiczną
prawdziwych faktów, dotyczących katastrofy smoleńskiej, co może prowadzić
do dalszego wniosku, że mogły one albo odgrywać w tej katastrofie rolę
bezpośrednią lub mogły kolaborować w doprowadzeniu do niej, lub chronić
tych, którzy się tego dopuścili".
Jerzy Bahr mówi: ”Z polskiej strony była pod tym względem nieufność, tzn
nie wierzono w dobrą wolę gospodarzy. Uważano ,że Rosjanie chcą wymusić
lądowanie gdzie indziej. I to jednoznacznie było powiedziane: Rosjanie będą
robić wszystko, żebyśmy tam „nie siedli”.”
Zgadzam się z Jerzym Bahrem, Rosjanie musieli zrobić wszystko aby tupolew
prezydenta nie wylądował w Siewiernym, bo tam już była zorganizowana
inscenizacja, taki był plan Putina. A co jeszcze było w planie? Tutaj może
pomóc cytat Marka Pasionka (wiceprokurator generalny):
„Prokuratorzy ustalili, że na kilka minut przed katastrofą w wieży kontrolnej
w Smoleńsku doszło do awarii radiolokacyjnego systemu lądowania. Na
monitorach, przed którymi siedzieli kontrolerzy, zanikał punkt oznaczający
pozycję samolotu.”
W takim razie ,skoro tupolew nie rozbił się na polance na Siewiernym to gdzie
się podział? Teraz przedstawię zdjęcia z opisami opracowane przez blogera
3zet w kwietniu 2015r. Zdjęcia te pochodzą z akt NPW i bloger bada kąty
padania promieni słonecznych, naświetlenie różnych powierzchni, cienie w
celu wyznaczenia kierunku lotu samolotu.
Jest o tamtych zamachach książka człowieka ,którego Putin zamordował,
właśnie za ujawnienie prawdy, Litwinienki pt. „Wysadzić Rosję”.
Również nie zwrócenie nam wraku tupolewa przez tyle lat bo Rosja prowadzi
cały czas śledztwo ,chociaż winnych Rosjanie wskazali już pierwszego dnia,
świadczy wg mnie o jednym ,o zacieraniu śladów. Czego? Przecież nie zaciera
się śladów katastrofy ale inscenizacji czy zamachu już trzeba i tak zapewne jest.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz