wtorek, 11 listopada 2025

Inna wersja tzw. katastrofy smoleńskiej 2010r. cz.2z4

 

Następne kłamstwo Putina, dwa fragmenty prawego boku pochodzące z tego samego boku i miejsca w TU154. Poniżej zdjęcia.





































Jeden fragment oznaczony powyżej na zdjęciu na mapie satelitarnej nr71 i literą C i drugi fragment z miejsca zwiezienia wraku oznaczony nr00003 i literą A na powyższym zdjęciu pochodzą konstrukcyjnie z tego samego boku, prawego samolotu ale są inaczej zniszczone, częściowo dublują się tzn. pewien ich obszar pokrywa się. 
Fragment 00003 nie ma załamania wzdłuż ,okna i fragment napisu są dobrze widoczne ale oba fragmenty mają okna i czerwony szeroki pas. Mają więc część wspólną. Muszą pochodzić z dwóch różnych samolotów. Jak widzicie jeden fragment nr71 jest tylko na polance a drugi fragment 00003 jest tylko na płycie lotniska. Były dwa wraki do ułożenia scenerii „katastrofy”. Na końcu powyższego zdjęcia obydwa obramowano kolorami, jeden czerwonym nr71 a drugi niebieskim 00003. Następnie przez proporcjonalne skalowanie dopasowano we właściwe miejsce obie burty i to widać poniżej:


































 


„Nie ma żadnego filmu, mapy i zdjęcia, które przedstawiłyby tę ściankę 00003 w miejscu nazwanym „miejscem katastrofy” – to jest na polance między zakładami SMAZ, ulicą Kutuzowa i wschodnim krańcem pasa startowego. Poznaliśmy ją dopiero w miejscu, gdzie zwieziono wrak. Skąd została tam dostarczona ,tego nie wiemy.” 
Oczywiście ścianka nr71 z polanki ,miejsca katastrofy zniknęła. Poniżej zdjęcie z porównania przycięcia obu ścianek:
















„Wniosek: do inscenizacji fikcyjnej katastrofy użyto elementów pochodzących z co najmniej dwóch bliźniaczych Tu-154.” 

Temat silników turbo-odrzutowych samolotu prezydenckiego. 
„W przypadku PLF 101 i lotu z 10.04.2010r mamy w zapisach informację, że została wydana komenda uchod...Po wydaniu komendy uchod silniki pracowałyby, jeśli byłoby prawdą, że on tam podchodził do lądowania, z mocą co najmniej 80-90% mocy maksymalnej. To jest moc w fazie startu samolotu...
W zbiornikach po przelocie do Smoleńska winno być jeszcze około 12ton paliwa...Komory spalania pracują z temperaturą 1200-1300*C i mają swoją masę. Jeśli zastopujemy to w warunkach katastroficznych, czyli po zderzeniu z ziemią lub zastopujemy w locie, to ciepło musi odejść z tej masy metalu. Odchodzi poprzez promieniowanie i parowanie...Czas schładzania tych silników, to jest co najmniej kilka godzin, do nawet doby. Po piętnastu minutach, a więc wtedy, kiedy tam się pojawił pan Wiśniewski i strażacy już rozwinęli akcję gaśniczą, te elementy miały bardzo wysoką temperaturę. Służby pogoniły pana Wiśniewskiego z tego terenu,... jak sam twierdzi, dokonał rejestracji obrazu i dźwięku. Ten film opublikował najpierw Reuters bez ścieżki dźwiękowej, ale opublikowała to również BBC, Polsatowi jednak należy się palma pierwszeństwa, bo opublikował ten materiał jeszcze przed katastrofą, choć nie sam film, a zdjęcia z tego filmu. Ten film stanowi dowód ,że silniki były zimne. Obok nich leżały węże gaśnicze i one leżały w chruście, gałęzie tego chrustu były nawet cięte.” 















Należy dodać ,że Sławomir Wiśniewski nie jest dziennikarzem. Pracuje w TVP jako montażysta, dobrze mówi po rosyjsku i był pierwszym człowiekiem z kamerą, który znalazł się na miejscu „katastrofy” prezydenckiego samolotu. Więcej o jego nakręconym filmie jak i jego relacji zdarzeń a także analizy tych zdarzeń przez autora ,przeczytacie w książce „Czerwona strona Księżyca”. 
I mamy poniżej oryginalne zdjęcie ,które zostało opublikowane z „wetkniętą w otwór wirnika zardzewiałą rurką”:

















„Widzimy, że nie doszło do zapłonu chrustu, a musiałoby dojść, gdyby chrust zetknął się z silnikami D-30 KU w momencie katastrofy. Chrust pali się w temperaturze    240-270 stopni, w zależności od warunków. Po zimie, jeśli nie ma śniegu i trawa jest sucha, zapłon jest bardzo szybki. W przypadku Smoleńska mamy tak: silniki leżały w błocie, ale woda z tego błota nie parowała, a musiałaby, gdyby zetknęła się z metalem o tak wysokiej temperaturze. Jak wiemy – metal dobrze przenosi ciepło poprzez przewodzenie.” 
To oryginalne zdjęcie pokazuje, że przedstawiony silnik był zimny w momencie jego pojawienia się na tzw. miejscu katastrofy co w przypadku prawdziwej katastrofy nie mogło się zdarzyć bo byłoby wbrew prawom fizyki. Gdyby nawet został zlany wodą to nie powinno tam być trawy i gałązek ,które wcześniej uległy by spaleniu a gorący silnik parowałby jeszcze przez długie godziny oddając ciepło. Nie widać tego na filmie Wiśniewskiego, który np. możecie tutaj obejrzeć:
https://youtu.be/iQ_5PrVDl9g?si=b0GNGFhel3x3QT1o
albo tutaj 
Widać nawet na filmie miejsce z wirnikiem ze zdjęcia, nie ma pożaru a strażacy gaszą w zupełnie innym miejscu. Silnik leżący w błocie też nie paruje a film nagrano już 15min po tzw. katastrofie. Hotel z którego przybiegł Wiśniewski jest zaledwie 300m od miejsca katastrofy. Jak widzicie, nic się nie zgadza i nie pasuje do wersji katastrofy. I jeszcze cytat mówiący o niechlujnym rozłożeniu na polance części silnika: 
„Na zdjęciach widać błyszczącą turbinę sprężarki za wylotem silnika - znaczy przecisnęła się bidulka i wyszła z tyłu.”















Zdjęcie silnika. Turbina umieszczona z przodu silnika na polance z częściami tzw. katastrofy znalazła się na jego tyle. Następy cud w prawach fizyki podczas tej „katastrofy”.

Temat exifów czyli daty i godziny wykonania zdjęć. 
Poniżej zdjęcia ze smoleńskiej polanki. Exify tych zdjęć dowodzą, że zostały one wykonane 09.04.2010r a więc dzień przed rzekomą katastrofą. A 09.04.2010r na Siewiernym lądowały aż trzy tupolewy: 
„Najbardziej zastanawiające są jednak loty wykonane 9 kwietnia, w przeddzień katastrofy. Te również odbyły tupolewy, ich właścicielem także była Rossiya. Dwa z nich miały status „Litiernyj K”, zaś trzeci „Litiernyj A”. Kto więc był tego dnia w Smoleńsku? Premier Putin czy prezydent Miedwiediew? Który z nich zdecydował się na potajemną wizytę na Siewiernym?” 
Zapewne doglądali inscenizacji ,zbierali raporty ,wydawali polecenia.













































Zdjęcia te należą do „albumu” Pani Anodiny czyli pochodzą od Rosjan. Co ciekawe jest to zdjęcie z miejsca gdzie znajduje się wyżej pokazany wirnik z wetkniętą rurką leżący wśród gałązek i suchej trawy. Nie widać też unoszącej się pary z gorącego silnika. 
 Pytanie ,dlaczego mieliby fałszować zdjęcia na swoją niekorzyść? 
Widząc jak niechlujnie technicznie urządzono inscenizację katastrofy, zdjęcia te mogą być prawdziwe, gdyż ktoś po radzieckiej stronie z jakichś powodów zapomniał je sfałszować i poszły z datą faktycznego wykonania. Wiadomo ,że w dniu zamachu na wszystko by zabrakło czasu, trzeba było część inscenizacji zrobić wcześniej na polance, widocznie wtedy zrobiono też zdjęcia ,które potem sfałszowano ,ale jak widać nie wszystkie. Zresztą wyżej zacytowałem ,że Polsat opublikował zdjęcia z katastrofy jeszcze zanim ona się oficjalnie wydarzyła a więc musiał mieć takie właśnie zdjęcia ,zrobione wcześniej. 
Dowodem na inscenizację katastrofy jest również poniższe zdjęcie, na którym widzimy element wraku ułożony na równiutko uciętych beleczkach drewnianych. Co za partanina ,a zdjęcie pochodzi od strony rosyjskiej, z katalogu Anodiny, tak samo jak wyżej pokazane zdjęcia z exifami z 09.04.2010r. Te zdjęcia wzajemnie się potwierdzają, swoją prawdziwość ale też spartaczenie roboty rosyjskich inscenizatorów.







































Ale po co się starać skoro po polskiej stronie wszystko dogadane, liczna grupa rosyjskiej wysoko postawionej agentury wszystko zatuszuje , przekręci ,usunie. 
Również o wcześniejszym przygotowywaniu inscenizacji katastrofy świadczą badania prof. Chrisa Ciszewskiego. Profesor porównał zdjęcia miejsca tzw. katastrofy z 5 i 11 kwietnia 2010r czyli z okresu sprzed i zaraz po „katastrofie” ze zdjęciami tego terenu z innych lat. Badał białe plamy występujące przez zdarzeniem z miejscami rozrzutu szczątków samolotu i występowanie w przeszłości połaci śniegu w tych miejscach. Poniżej zdjęcie z opisem i podsumowanie wniosków:





































Podsumowanie i wnioski prof. Ciszewskiego: 
„Żadne z trzech przeprowadzonych badań nie umożliwia podtrzymania hipotezy jakoby w miejscu rozrzutu szczątków samolotu w trakcie sezonu wiosennego występowała naturalna wyjątkowo bujna akumulacja śniegu, podczas gdy już żadnych podobnych połaci śniegu w całej tej okolicy nie było. W związku z tym należy przyjąć, że te plamy są najprawdopodobniej antropogenicznego pochodzenia. Zgodnie z wynikami niniejszych badań można sformułować trzy przedstawione poniżej końcowe wnioski. 
1. W przeciwieństwie do naszego uprzedniego założenia, białe plamy określane wcześniej jako śnieg były jakimś rodzajem sztucznych tworów, które zostały umieszczone w miejscach niepodatnych dla kumulacji śniegu w przeszłości. 
2. Nadzwyczajne podobieństwo przestrzennego rozmieszczenia białych plam z przestrzennym rozmieszczeniem szczątków samolotu pozostaje tajemnicą albo być może technologiczną zagadką, gdyż jest praktycznie niemożliwe, by był to tak niewiarygodny zbieg okoliczności. Toteż zjawisko to powinno zostać zbadane. 
3. Ustalone fakty, że rosyjskie wojsko przeprowadzało podczas tego samego przedziału czasu jakiś rodzaj manewrów w porcie lotniczym i fakt, że Rosja jest jednym z najbardziej restrykcyjnych państw na świecie, te sztuczne białe plamy musiały być stworzone za wiedzą i zgodą rosyjskich władz, a w szczególności obecnych władz wojskowych, co powinno ułatwić polskim władzom wyjaśnienie, co te białe plamy naprawdę przedstawiały.” 
Więcej na temat badań prof. Ciszewskiego możecie przeczytać pod tym linkiem
albo w przestawionej książce. To już są dowody naukowe na poparcie inscenizacji.

Temat „zagubienia” zwłok prezydenta Kaczyńskiego. 
„Na polance o wymiarach 160m na góra 50m, przez 7 godzin szukano ciała Pana Prezydenta ,chociaż miał osobisty lokalizator położenia. Ludzie z BOR-u powinni wiedzieć w jakim miejscu dokładnie przebywał...Przez siedem godzin szukano na tej polance ciał i tych ciał tam nie było albo było ich tam niewiele.” 
Jacek Sasin zeznawał przed Zespołem: ”Widziałem zaledwie kilka ciał, które były rozrzucone” i sądzi wtedy, że „większość znajduje się w samolocie czy pod tymi częściami samolotu”, nieco dalej mówi „ja nie byłem w stanie nikogo rozpoznać, prosta identyfikacja nie była możliwa, trudno było czasami nawet rozpoznać osobę ludzką”. Stwierdza też, że „nie było 96 ciał”. 
„Sasin poza tym nie zauważa, by była organizowana jakakolwiek akcja zawiązana z ciałami ofiar - nie tylko stoją bezczynnie rzędy karetek i tłum personelu medycznego ale nikt nie szuka ofiar między fragmentami wraku. Przez blisko godzinę (jak szacuje okres swego pobytu na Siewiernym) główny „akustyk” kancelarii Prezydenta na „miejscu katastrofy” nie dzieje się nic poza jakimś kręceniem się „strażaków”. Nikt też nie szuka ciała Prezydenta….Oficjalnie odnaleziono je około godziny 13.30 czasu polskiego.”       
Taką godzinę podali Rosjanie, około 14.00 Miedwiediew ,ówczesny prezydent Rosji miał telefonicznie poinformować Marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego o odnalezieniu ciała ale wstępnie zidentyfikowane zostało dopiero około godziny 17.30 czasu polskiego przez oficerów BOR-u czyli Polacy zobaczyli ciało prezydenta dopiero po dziewięciu godzinach. W tym czasie można z nim było zrobić wszystko np. dowieźć z innego miejsca. To ,że ciało prezydenta na zdjęciach oficerów BOR-u miało inne obrażenia niż na zdjęciach rosyjskich to już następna historia ,o której poczytacie w książce. W każdym razie wygląda na to ,że stan jego obrażeń zwiększał się z upływem czasu po śmierci w tzw. katastrofie. 
Tu cytacik co zobaczył Jarosław: 
„już w Polsce po otwarciu trumny brata zobaczył nogę w generalskim mundurze, z lampasem. Tu pasuje generał Kwiatkowski ze względu na wzrost.” 
To było już bezczelne chamstwo z rosyjskiej strony, pewnie też wiadomość dla Jarosława. Wychodzi tu nienawiść, pogarda i mściwość Putina np.za Gruzję. Co do innych ciał, pod częściami samolotu też nie było ciał. Poniżej zdjęcie z podnoszenia kadłuba z opisem:

















„Dlaczego nie ma ani jednego zdjęcia (pobojowiska na Siewiernym) pokazującego i szczątki lotnicze, i ciała wszystkich ,podkreślam ,wszystkich ofiar?...Nie ma żadnych zdjęć ani migawek dokumentujących (jak to zwykle bywa przy katastrofach) wynoszenie zwłok w czarnych workach. 10.04.2010r wydarzyło się wszak coś absolutnie bezprecedensowego, jeśli chodzi o akcje powypadkowe, Ruscy bowiem zwieźli ciężarówkami na „miejsce katastrofy” kolorowe trumny, z pomocą których, jak twierdzono oficjalnie ,wynoszono ciała zabitych. A może wwożono?” 
Jak ukryć zwożenie ciał na rzekome miejsce katastrofy? Trumny do tego celu się bardzo dobrze nadają. To jest plan a nie działanie spontaniczne, czyli zebranie szczątków do normalnie stosowanych worków foliowych, skąd idą na badania medyczne a dopiero na końcu do trumien. 
Takie postępowanie występuje w celu zacierania śladów zamachu lub inscenizacji. Gdyby katastrofa wydarzyła się naprawdę i bez udziału Rosjan to ci, na 100% by ją dokładnie udokumentowali zdjęciami i filmami a potem wykorzystali przeciwko Polsce. Jak widzimy ,dokumentacji nie ma ale są liczne dowody wskazujące na inscenizację katastrofy. 
O braku ciał na tzw. miejscu katastrofy mówi też Rosjanin, mechanik, Władimir Iwanow:
 














„Akurat pracowałem w swoim warsztacie samochodowym. Jest on oddalony nie więcej jak 200m od woskowego lotniska Siewiernyj...Moją uwagę zwrócił huk podchodzącego do lądowania samolotu...Nagle nie dalej jak 65m od mojego warsztatu, zobaczyłem błysk i drzewa łamiące się jak zapałki. O razu pobiegłem w tamtym kierunku...byłem jedną z pierwszych osób. Chwyciłem za telefon komórkowy i postanowiłem nagrać to, co miałem przed oczami...Zdziwiło mnie, że w palącym się wraku, wśród porozrzucanych rzeczy, połamanych drzew nie widać w ogóle ludzi. Pomyślałem nawet, że to rozbiła się maszyna transportowa lub wojskowa, a nie pasażerska. Żadnych ciał, żadnych rannych i nie słychać, by ktokolwiek wzywał pomocy. Byłem wystarczająco blisko i proszę mi wierzyć, że gdybym usłyszał wołanie o pomoc, nie wahałbym się ani sekundy...Od strony lotniska zaczęli podbiegać milicjanci.” 
Brak 96 ciał na miejscu upadku samolotu jest bardzo dziwny jeśli mamy do czynienia z prawdziwą katastrofą ale nie jest dziwny gdy chodzi o symulację katastrofy i oczekiwanie na dowóz ciał z prawdziwego miejsca zamachu. Znowu, rosyjski świadek tak naprawdę swoim zeznaniem wspiera wersję inscenizacji katastrofy na Siewiernym. 
Rosyjskie służby zadbały o to aby jadący na miejsce katastrofy brat prezydenta ,Jarosław Kaczyński przyjechał dopiero po premierze Tusku i jego spotkaniu z Putinem. 
 „I nim J.Kaczyński i J.Tomaszewski i inni wylecieli z Siewiernego maszyną, która przybyła po nich z Witebska (tam ich, jak pamiętamy, wysadzono po przylocie z Polski, by tłukli się w ślimaczym tempie w konwoju do Smoleńska), ruscy funkcjonariusze najpierw przeprowadzili blisko godzinną kontrolę paszportową, a potem sprawdzali, co jest między ławkami, czyli rewizja samolotu.” 
Widocznie premier Putin z herr Tuskiem mieli ważne sprawy do uzgodnienia np. dalszego postępowania czy prowadzenia śledztwa. To wyglądało jak spotkanie wspólników na poniższym zdjęciu z dnia zamachu 10.04.2010r.
















Widać zadowolonego herr Tuska z gestem, mamy to , udało się. Ten gest może oznaczać ,że Tusk wiedział o zamachu i bał się o powodzenie planu.

Z filmu „Mgła” dowiecie się z ust samych polskich urzędników jakie sztuczki stosowała władza Putina aby opóźnić przyjazd Jarosława Kaczyńskiego na tzw. miejsce katastrofy. Film jest tutaj:
https://youtu.be/geAq3ZRnJbY?si=ssjRJ98OMmWqgOkm
Poza tym wielu ludzi czekających kilkaset metrów dalej np. M. Wierzchowski i J.Bahr twierdziło, że nie widzieli ,ani nie słyszeli straszliwej katastrofy w której wielki samolot z rykiem silników runął na ziemię i rozpadł się na tysiące części. 
 „Nie widzą oni blisko setki zwłok osób, które lecieć miały do Smoleńska, nie ma kokpitu ani sporej części kadłuba, nie widać foteli ani rozsypanych bagaży – wszystko wygląda jak złomowisko.” 
To nie powinno mieć miejsca chyba, że jak twierdzę nie było żadnej katastrofy tylko wcześniej przygotowana inscenizacja. 
Ja bym powiedział, że przez 7 godzin udawano ,że się szuka ciał czekając na ich dowóz z prawdziwego miejsca zamachu. Te nieliczne ,które znaleziono były specjalnie na tę inscenizację przygotowane i podłożone. Dlatego nie dopuszczano nikogo na miejsce tzw. katastrofy. Z relacji J. Sasina nawet personel medyczny nie dostał zgody na wejście tam ,tylko służby np. udające strażaków, którym nakazano mówić ,wsie pogibli. 
Do Polski ciała ofiar są przywiezione w zamkniętych trumnach ,których nie otwierano i zostały pochowane bez polskiej medyczno-sądowej dokumentacji. Wszystkie takie dokumenty pochodzą od strony rosyjskiej. Okazało się jednak, że w przysłanych trumnach pozamieniano zwłoki, rodziny ofiar otrzymały trumny ze zwłokami innych osób i takich przypadków było dużo i do tej pory wszystkich nie wyjaśniono bo należałoby robić ekshumacje. Dlaczego do takich pomyłek doszło? Znowu niechlujstwo i partaczenie pracy po rosyjskiej stronie czy może wynik walki z czasem podczas przeprowadzania inscenizacji katastrofy? O takiej inscenizacji świadczą też inne dowody, które otrzymały rodziny ofiar. Znowu cytacik z książki: 
„..wdowa po jednej z ofiar otrzymała od żandarmerii wojskowej rzeczy należące do jej śp. męża. Pośród nich znajdował się dowód osobisty- karta identyfikacyjna wykonana z tworzywa sztucznego, której brzegi w widoczny sposób zostały poddane działaniu ognia...Jednocześnie ,materiał dowodowy, ten w posiadaniu prokuratury, nadesłany z Rosji, którego autentyczność (w sensie pochodzenia z Rosji) potwierdza sama prokuratura oraz pełnomocnicy procesowi rodzin, a w szczególności żona ofiary, mówi nam również, że do rąk śledczych moskiewskich rzeczony dokument dotarł ze Smoleńska w stanie nienaruszonym i nienoszącym śladów nadpaleń, czego dowodzą załączone zdjęcia wraz z opisem.” 
Jest oczywistym, że nadpalenia dokonano już po tzw. katastrofie i uważam, że w takiej sytuacji nie można tego uważać za przypadek a było ich więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz